"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Las calaveras, czyli meksykańskie czaszki z cukru

Magda ma 19 miesięcy
Gabiś ma 4,5 roku

W listopadzie mieliśmy okazję zrobić tradycyjne dla niektórych regionów Meksyku cukrowe czaszki nazywane calaveras. Zazwyczaj robione one są na Dzień Zmarłych, czyli Día de los Muertos, jednak my robiliśmy je trochę później, bo akurat wtedy zaoferowano te warsztaty w Musée des Maîtres et Artisants du Québec, (gdzie już kiedyś byliśmy na innych zajęciach). Swoją drogą, jak Meksyk długi i szeroki, tak nie wszędzie jest zwyczaj świętowania Dnia Zmarłych lub Zaduszek, bądź nie czyni się tego w taki sam sposób. Na przykład na północy Meksyku, skąd pochodzi mój mąż, zaledwie w szkołach robi się ołtarze dla zmarłych i układa wiersze (które zresztą również nazywają się calaveras), a w domach prywatnych nie robi się już nic. Tak więc nie tylko dla mnie i dzieci robienie tych czaszek z cukru było nowością, lecz także dla niego. ;-)


Na początku dano nam składniki, które należało dokładnie ze sobą wymieszać (cukier puder, skrobia, syrop waniliowy, syrop kukurydziany, białko jaja kurzego), ale niestety nie znam dokładnych proporcji. Jednak poszperała w internecie i znalazłam podobny przepis : TUTAJ.


Dzieciaki zabrały się więc za mieszanie składników: najpierw wlewało się oba syropy do woreczka z cukrem i dobrze ze sobą mieszało, a po nich skrobię i znów wymieszało, a na ostatek białko i... znów się mieszało. :-)





Gdy masa miała odpowiednią konsystencję, czyli nie była ani za sucha, ani za wilgotna, można było przełożyć ją do foremek w kształcie czaszek (które teraz są na mojej liście rzeczy-absolutnie-potrzebnych-i-do-zakupienia-gdy-to-tylko-będzie-możliwe ;-)) Tutaj prowadząca warsztaty musiała nam pomóc, bo my oczywiście nie wiedzieliśmy, jaka to ma być konsystencja. Z tego powodu czasami trzeba było całość wrzucić jeszcze raz do woreczka i dodać to i owo, zamieszać i spróbować jeszcze raz przełożyć do foremki.


Masa chwilę później została ostrożnie wyjęta z foremki i pozostawiona na chwilkę do podsuszenia. Idealnie byłoby to kilka godzin, ale my oczywiście tak dlugo nie czekaliśmy, więc musieliśmy być bardzo ostrożnie by dekorowaniu, by czaszki nie uszkodzić. Magda chyba nawet się o to pomodliła. ;-)



A oto czaszki gotowe do ozdabiania.


A teraz do dzieła! Na tym etapie prac Magdę już bardziej interesowało chodzenie po sali i zaglądanie tu i ówdzie, niż ozdabianie czaszek. Co innego jednak spróbowanie którejś cząstki takiej czaszki, wtedy od razu przybiegała... ;-) Gabiś też popróbował co nieco, czyli czarną masę cukrową, przez co, lub dzięki czemu, nagle wyrosły mu wąsy, no i broda... ;-) Swoją drogą, ta masa jest bardzo łatwa po zrobienia: wsypuje się cukier puder do małej torebeczki plastikowej, dodaj kilka kolorowych kropli, miesza, i po odcięciu jednego rogu woreczka już można nią dekorować! :-) 






Jak widać, nie tylko Gabisia wciągnęło to zajęcie artystyczne. ;-)






Ta ostatnia czaszka jest dziełem Gabisia. Prawda, że cudna? ;-) Ucieszyłam się, że z takim skupieniem pracował i pracował nad jej wykonaniem, i najchętniej zrobiłby jeszcze kilka innych, tak mu się ta cała zabawa podobała. W takim razie trzeba ją będzie powtórzyć za rok! ;-) Może wtedy i Magda do nas dołączy przy ozdabianiu? Jednego jestem pewna: było to bardzo udane wyjście rodzinne. 

4 komentarze:

emilia pisze...

Myślę ,ze na tej samej zasadzie robiono kiedyś mikołajki z cukru albo zajączki.To musiało się bardzo dzieciom podobać ....widać skupienie na buziach Magdusi i Gabisia.....już o Lotarze nie wspomnę.

Pani Tanguera, Gabiś i Magdusia pisze...

I chyba jeszcze się je tak robi. ;-) Ciekawa jestem, do jakiego czasu po stworzeniu te czaszki są jeszcze zjadliwe? Chyba niezbyt długo, ze wszględu na białko kurze. Tak, Gabiś był w swoim elemencie, bo on bardzo lubi wszystkie zajęcia plastyczne, natomiast Magda, tak jak już wspomniałam, po pewnej chwili miała dość. ;-)

Buba Bajdocja pisze...

Czytałyśmy o takich czaszkach. Znalazłam w necie kolorowanki, ale nie spotkały się z zainteresowaniem córki. No cóż...

Pani Tanguera, Gabiś i Magdusia pisze...

Bubo, a może córka jest jeszcze za mała? Może spróbuj za rok? Pozdrawiam,
Moni